Hokus pokus
Nie uwierzycie, ale Julka poszła poprzedniego dnia do wieszczki imieniem Wrózka Lea Szach. Gabinet, pokój, sala- nie wiem jak to nazwać, czarodziejki mieści się na Alejach Jerozolimskich w stolicy.
Pojechała tam, weszła do środka i co wróżka jej zaproponowała za sowitą opłatę? Oczywista znany i niezmienny od stuleci tarot. Co dziwne, na ścianach wróżki wisiały zdjęcia przedstawiające meble. Nigdy nie widziałam czegoś podobnego.
Ale ale, snuję opowieść dalej. Weszła dziewczyna do środka, wróżka zaczęła kłaść tarota i raptem wzmogła się burza na ulicy. Ja to bym chyba tam zeszła ze strachu. Nie ma to jak nastrój. Takiego jej psikusa spłatał los. W trakcie jak wróżka odkrywała ostatnią kartę akurat strzelił niedaleko piorun.
Nie powiem wam, jaki był wynik tarota, co jej powiedziała wróżka, ale wiedzcie, że jak tylko otworzyła drzwi wyjściowe z lokalu wróżki deszcz przestał padać a pięć minut później świeciło Słońce. Ja nie mam odwagi iść do wróżki, a po tym co mi opowiedziała na pewno nie pójdę.